środa, 17 września 2014

Pieskie życie - mój pierwszy Zlot Buldogów

Ten kto mnie zna bliżej pewnie nie uwierzy. W niedzielę miałam okazję być na Zlocie Buldożków-ja, która nie cierpię zwierząt i ich smrodu. Buldog=pies=smród=gryzienie=szczekanie. Ale! No właśnie tu się pojawia jedno ale. Buldożki to takie stworzonka (prawie jak nie psy), które nie skaczą, nie wpadają na Ciebie, nie śmierdzą (aż tak), praktycznie nie szczekają i są uosobieniem spokoju. Czyli pies idealny.

Chyba powoli się przyzwyczajam do psów, w związku z tym, że mam na co dzień jednego małego w domu. Nie oznacza to, że będę miała kiedyś psa, gdyż należę do osób, które brzydzą się wielu rzeczy, co jest jdnoznaczne z tym, że nigdy nie tknęłabym psich odchodów w celu postprzątania, bo przy okazji musiałabym posprzątać po sobie, poza tym ten zapach jest dla moich delikatnych nozdrzy nie do przyjęcia ;) Ale zaczęłam je akceptować.

Jeśli chodzi o same psiaki, to naprawdę aż się ryjek sam cieszył. Każdy inny, inny kolor sierści, inna budowa, jeden mniej zmarszczek inny zadarty nosek. Aż miło popatrzeć. Jak już wspomniałam ta ich spokojna natura mnie przekupiła, więc być może za rok zjawię się ot tak, w celach rekreacyjnych.

Organizacyjnie: Tak czy siak zlot według nie pierwsza klasa. Ogarnięte stoiska, konkursy, loteria,  prezenty dla każdego, a przede wszystkim cel charytatywny - związany z adopcją buldożków oraz pomocy schronisku. Organizatorzy się spisali na medal. Uczestnicy nie mogli narzekać. Nikt nie wyszedł z pustymi rękoma. A tymczasem nie piszę już więcej, tylko zapraszam do obejrzenia kilku zdjęć ze zlotu buldożków.













Brak komentarzy:

Prześlij komentarz