piątek, 9 sierpnia 2013

Z cyklu "Spotkania mojego życia", part 1 - Jacek Walkiewicz


Chyba mam cholerne szczęście, że na swojej drodze spotykam ostatnio tylu wspaniałych ludzi. Choć to raczej nie szczęście, a przyciąganie i otwarcie umysłu odgrywa tu kluczową rolę. Ale zacznę od samego początku. Otóż wykład TEDxWSB Pana Jacka Walkiewicza znalazłam przypadkiem, będąc ofiarą tzw. marketingu wirusowego. Obejrzałam, powiedziałam wow, obejrzałam jeszcze raz, powiedziałam WOW! Akurat to był dobry moment mojego życia, gdyż w mojej głowie działy się wszystkie te rzeczy, o których mój nowy mentor opowiadał. Właśnie opowiadał to ważne słowo w tym przypadku, bo Pan Jacek opowiada o swoim życiu, o swoich doświadczeniach, a nie uczy jak żyć!


Ale ciekawi Was zapewne jak się umówiłam na spotkanie z "taką sławą" ;) Przede wszystkim uwierzyłam w to, że i ja i Pan Jacek jesteśmy ludźmi - obydwoje mamy dwie ręce, dwie nogi i mózg. To na początek wystarczyło. Potem pomógł trochę blog, luz, trochę moja odwaga i poczucie wartości. Zaryzykowałam, skontaktowałam się z Panem Jackiem i gdy otrzymałam odpowiedź byłam w siódmym niebie! Bo takich maili jak moje są tysiące, ale jednak się udało. Jak się potem okazało przeszłam selekcję, choć nie wiem czemu - nie pytałam. 

Potem poszło już z górki, ustaliłam termin, sprawdziłam transport i doPięłam wszystko na ostatni guzik. Po prostu! To takie łatwe wbrew pozorom:) Nie powiem, że się nie ekscytowałam, bo całą podróż patrzyłam na moich współtowarzyszy w pociągu i myślałam z uśmiechem, że jadę z misją.

Oczywiście przyjechałam dużo wcześniej, tak na wszelki wypadek, więc miałam okazję spotkać się z bardzo aktywną koleżanką, która prowadzi raczkujący, ale ambitny fanpage: Słoik w Warszawie 
Potem przyszedł czas na spełnienie celu podróży. Nawet się nie denerwowałam bardzo, choć mały stresik był ze względu na to, że gadułą nie jestem, więc co tu mówić? Ale nie było czym się przejmować tak naprawdę. 


W końcu udało mi się dotrzeć. Pan Jacek wygląda identycznie jak na wykładach - uśmiechnięty z lekką dumą na twarzy i pewnością wywołaną życiowym doświadczeniem. Na wstępie oczywiście zaliczyłam wtopę wylewając wodę, ale nawet się tym bardzo nie przejęłam, bo to był dobry zimny prysznic w 40 stopniowym upale :D Pan Jacek przyjął mnie bardzo miło, zasiedliśmy na ogromnych królewskich fotelach i po prostu zaczęliśmy rozmawiać. 

Trochę podpytałam o początki, o umiejętność radzenia sobie z tym boom-em. Była też okazja do pośmiania się, pożartowania i dumania. Ale tym Pan Jacek wygrywa z innymi, że nie zgrywa bufona i najmądrzejszego na świecie, nie jest też zakochanym w sobie egoistą, wręcz przeciwnie. Siedzieliśmy na równi, płynęliśmy tym samym statkiem i nadal płyniemy :) Miałam okazję do opowiedzenia o sobie i widziałam, że nie było to rzucanie słów w przestrzeń, tylko budziły one zainteresowanie. Wspomniałam też o Kielcach, w których Pan Jacek nie raz był. 

Rozmowa się przedłużyła do prawie 3 godzin, więc inspiracji i ciekawostek nie brakowało. Oczywiście nie omieszkałam zakupić książki z dedykacją specjalnie dla mnie na żywo od mentora :)

Wyszłam ze spotkania od dziwo bardzo spokojna, ale szczęśliwa. Przekonałam się, że dobrze myślę, dobrze robię i mam wiele wspólnego pod względem nastawienia do życia z Jackiem Walkiewiczem. Po prostu podpisuję się pod każdym jego słowem! To było niezwykłe spotkanie pełne inspiracji, motywacji i przekonania, że można wszystko i żadne wymówki nie mają racji bytu.

Wiem, że to nie ostatnie nasze spotkanie, czuję to w kościach :) Ale nie zapeszając zostawiam przyszłość jako nieodkryte karty i życzę Wam takich wrażeń jakie ja miałam okazję przeżyć.




2 komentarze:

  1. coś mi się wydaje że to dopiero początek z cyklu "spotkania mojego życia" ;)I hope....

    OdpowiedzUsuń